Zainspirowana przez Kaasic idę zaparzyć herbatę.
Ostatni spalony przeze mnie czajnik, był podobny do tego na obrazku. Pokochałam go za cudny czerwono-malinowy kolorek.
Cóż...
Mój mózg zobaczył w nim jednak złą czarownicę i postanowił zlikwidować go za pomocą płomieni. Gdy weszłam do kuchni rączka była nadtopiona, śmierdziało spalonym plastikiem a gwizdek, którym biedny czajnik rozpaczliwie wzywał pomocy, leżał przy palniku paląc się wątłym płomieniem.
Jeśli macie kuchenkę gazową i tendencję do zapominania, nie polecam tego modelu. Inwestujcie w elektryczny. Przynajmniej sam się wyłącza.
Ale to nie o czajniku miało być, tylko o okularach.
Moje dziecię nosi je od dwóch lat. Przy pierwszych wykupiłam ubezpieczenie. Oprawki się zepsuły dokładnie miesiąc po tym jak się skończyło. Oczywiście zepsuły się tak, że nie dało się już tego naprawić. Kupiliśmy więc nowe oprawki plus nowe szkła, bo stare nie pasowały.Odpuściłam sobie ów pakiet ubezpieczeniowy i zainwestowałam w jakość szkieł.
Pół godziny temu odkryłam, że jedno jest pęknięte.
Młody zaskoczony, nie ma pojęcia jak do tego doszło a ja jestem podłamana, bo doszedł mi kolejny, nieplanowany wydatek. Mogłam jednak wykupić ten pakiet ubezpieczeniowy, okulary mają niecałe dwa miesiące...
Ech..
To ja idę zaparzyć tę herbatę...
A może by tak mrożoną?
-
Valkiria !:
-
kokonowa:
-
dwie.owce:
Pokaż wszystkie (5) ›